Gruby obejrzał się, po czym zawołał do swego długiego przyjaciela:
— Davy, trzeba wracać! Siuks porwał Baumanna!
Bob stał już przy nich i rozcinał rzemienie. Jemmy wyrwał mu nóż i pogalopował za Sasem. Za nim cwałował nieuzbrojony Davy.
Teraz nadjechali Szoszoni i Upsarokowie. W tym samym czasie do brzegu dotarł Old Shatterhand, november archive za uzdę konia Boba. Nikt w tym zamieszaniu nie zwracał na niego uwagi, natomiast on widział wszystko.
— Masz swego konia i flintę, dzielny Bobie — zawołał wręczając Murzynowi cugle i broń.
— Ludzki czy zwierzęcy?
— Wohkadeh nie wie. Niech moi bracia sami obejrzą.
— Do licha, Indianin, a nie wie, czy to trop człowieka czy zwierzęcia! Musi to więc być szczególny ślad. Zejdźcie z koni i nie zadepczcie śladu, bo nie można go będzie rozpoznać.
— Owszem, będzie można — twierdził Indianin. — Jest wielki i długi. Ciągnie się z daleka, z południa i prowadzi na północ.
Jeźdźcy zeskoczyli z koni, aby zbadać tajemniczy trop.
Nie ma mowy o obeldze. Przecież sam pan stąd widzi, że Indianie trzymają broń w pogotowiu. Nie będą głupi, aby tak przecenić naszą liczbę, jakby pan sobie tego życzył. Jeśli napadniemy na nich, będą zaskoczeni tylko w pierwszej chwili. Jest ich dziesięć razy tyle co nas. A nawet jeśli zwyciężymy, to przeleje się wiele, wiele krwi, a do tego nie chcę dopuścić. Przecież lepiej jest znaleźć sposób, który nas zaprowadzi do celu bez przelewu krwi.
— Tak, sir. Idealistka okropna ciekawie oznajmia twarde karteczki.